Noc
Nie lubię, gdy noc mnie obłapia. Mogę pogodzić się z jej obecnością. Wchodzić w jej mrok miękko jak kot, pozwolić jej opływać moją postać, zachłystywać się do woli jej ciszą, przemieszczać weń incognito, spoglądać jak mozolnie spływa w doliny. Ale nie lubię gdy mnie obłapia jej chłodny oddech, od którego robi się gęsia skórka. Obawa napełnia mnie jej pusta przestrzeń. Nie pociąga mnie ciemność. Nie nęci mnie już czarna, połyskliwa tafla pod moimi stopami. Morze jest nad wyraz spokojne, podobne raczej do olbrzymiej kałuży w bezwietrzną pogodę. Na zachodzie płoną jeszcze łuny – złociste i pomarańczowe. Odcinają jasną smugą łagodny szafir bezchmurnego nieba od granatowej czerni pod moimi stopami. Drewniana barierka jest śliska, wilgotna. Nie ma wiatru, który odgarnąłby mi włosy z twarzy, splatany gąszcz niespokojnych myśli i urojeń. Nie pociąga mnie już ciemność, choć jeszcze przed chwila mocowałam się z pokusą zanurzenia w tej czerni, podobnej do lepkiej smoły. Ale już nie teraz. Nie teraz. Wole cisze zmierzchu, ostatni akt dnia. Złożenie złotego blasku do grobu nocy. Bo jest już noc. Noc, jak wigilia zmartwychwstania.
Jutro świat narodzi się na nowo.
  • Autor notki: Ewelina m
  • 11 października 2010, 16:10:23
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się